Pola Nadziei w Nidzicy

W kościele pw. Niepokalanego Poczęcia NMP i św. Wojciecha w Nidzicy na rozpoczęcie akcji Caritas Pola Nadziei, odprawiona została Msza św. o zdrowie, błogosławieństwo Boże, potrzebne łaski i opiekę Matki Bożej dla chorych i ich rodzin oraz o życie wieczne dla zmarłych w 2017 r. podopiecznych Stacji Caritas w Nidzicy. Po Eucharystii młodzież z Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Nidzicy oraz parafialny zespół „Sursum Corda” przedstawili montaż słowno-muzyczny.

Zebranych wiernych przywitał proboszcz parafii ks. Tadeusz Lewdarowicz. – Witam tych, którzy przyszli, by modlitwą swoją wspierać posługę Caritas, która jest skierowana do ludzi będących w potrzebie. Witam młodzież. To oni poświęcają swój czas, by wspomóc innych. Domowe hospicjum jest najlepszym przykładem służby ludziom chorym – mówił proboszcz.

– Nie musimy pomagać, ale miłość Chrystusa przynagla nas i pokazuje, że to co robimy, robimy nie dlatego że trzeba. Widać to szczególnie w sercach tych młodych, którzy angażują się w wolontariat, którzy stoją i często zbierają pieniądze, by tym, którzy są u kresu życia, dodać nadziei, pokazać im, że to nie koniec, że to też życie w miłości – mówił ks. Paweł Zięba.

Podkreślał, że owocem Roku Miłosierdzia w Caritas jest fakt, że codziennie – również w Nidzicy – odmawia się koronkę do Bożego Miłosierdzia. – Każdy z pacjentów, od momentu wejścia pod opiekę Caritas, otoczony jest modlitwą. Nie tylko profesjonalną opieką lekarską i pielęgniarską. Nie tylko rzeszą wolontariuszy, którzy są gotowi pomóc. Ale i skrzydłami Boga samego, czyli modlitwą. To nas wyróżnia, że robimy wszystko z miłości. I o tym powinniśmy pamiętać – mówił ks. Zięba.

Po Mszy św. młodzież Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Nidzicy oraz parafialny zespół „Sursum Corda” przedstawi montaż słowno-muzyczny. Po nim wszyscy udali się do Caritas na poczęstunek.

– Mój tata zmarł. Pamiętam, kiedy szłam do Caritas, do domowego hospicjum, by prosić o pomoc. Dwa kroki do przodu, trzy do tyłu. Bo jak, że nie daję rady opiekować się tatą. W końcu przyszłam, usiadłam i płakałam. I panie powiedziały, że one się zaopiekują, pomogą, wesprą. I dziś wspierają. Bo nie jest łatwo pogodzić się ze śmiercią osoby tak kochanej. Całe szczęście jest Bóg, są dobrzy ludzie – wyznaje Anna.


Gość Niedzielny