Po raz piąty na szlak wyruszyła Nidzicka Pielgrzymka Piesza do Gietrzwałdu, której tym razem przyświecało hasło: „Z Maryją nieśmy pokój”. – Nie zmienisz świata, jeśli najpierw nie pozwolisz Panu Bogu, żeby dotknął serca i je przemienił. Właśnie taką atmosferę spotkania z Ojcem daje pielgrzymka, trud, łzy i pot – mówił podczas Eucharystii w bazylice gietrzwałdzkiej ks. Michał Piotrowski.
V Nidzicka Pielgrzymka Piesza do Gietrzwałdu

V Nidzicka Pielgrzymka Piesza do Gietrzwałdu
Dwa dni i sześćdziesiąt kilometrów w nogach. Droga piękna, bo wiodąca przez lasy i rozłożyste pola, gdzie wiatr delikatnie porusza kłosami zbóż, między którymi jawią się czerwone maki i niebieskie chabry. Te kolory zdają się mówić o niewinności Maryi, o niebie, do którego Jej Syn zaprasza każdego z nas; zdają się mówić o trudach i Bożej miłości, która stworzyła dla nas tak piękny świat.
– Różnie to podczas tej naszej drogi miało być. Zapowiadali deszcze i burze. A Pan Bóg był dla nas bardzo łaskawy, że wczoraj tylko delikatnie nas pokropił. Chyba ksiądz proboszcz na wyjście nas bardziej skropił niż Pan Bóg – uśmiechał się ks. Michał Piotrowski, który już po raz piąty wyruszył z pątnikami w pielgrzymkę pieszą z Nidzicy do Sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej.
– I kochani udało się, bo jesteśmy u Maryi, której zawierzyliśmy tę drogę i nasze życie. Możemy spojrzeć w oczy Tej, która z taką czułością z tego cudownego obrazu na nas spogląda. Maryja, nasza Matka, Matka Jezusa Chrystusa, tu szczególnie wzywana, jako Maryja Pani Gietrzwałdzka, Pani Ziemi Warmińskiej. Fizycznie dotarliśmy do tego miejsca, ale pytanie brzmi, czy tak duchowo, wewnętrznie doszedłem do Gietrzwałdu? – mówił ks. Michał, kiedy pielgrzymki pokłonili się Pani Ziemi Warmińskiej w bazylice gietrzwałdzkiej.
Skłaniał do refleksji, czy przez te dwa dni pątniczego trudu, coś w życiu drgnęło, czy coś się zmieniło, czy coś pozostawiło swój ślad, czy coś cię podczas tej drogi poruszyło? – Możemy iść na pielgrzymkę, ale w ogóle się nie zmienić. I przeszliśmy te sześćdziesiąt kilometrów, ale pytanie, czy zrobiłem w tym czasie jakiś krok do Boga? Wielu z was ten krok do Boga zrobiło już wczoraj na rozpoczęcie, przez sakrament pokuty. Ale z tej pielgrzymki mogę wrócić do domu i być dalej takim, jakim byłem – podkreślał prezbiter.
W piątej pielgrzymce pieszej z Nidzicy do Gietrzwałdu wędrowało ponad 160 osób. Nieśli swoje intencje, życie pełne trosk i wdzięczności, nieśli myśli, które rodziły się z każdym krokiem. – Dwa dni trudu, a dziś wzruszenie, radość w sercu, że możemy spotkać się z Mamą w Gietrzwałdzie. Dziękujemy Jej, że jest – nie kryli Martyna i Artur Wojdowscy. – Pierwszy raz byliśmy na tej pielgrzymce dwa lata temu. Po roku przerwy znów wyruszyliśmy w drogę. Przez ten czas zebrało się sporo intencji, ale też i dziękczynienia, bo prośby z poprzedniej pielgrzymki Bóg wysłuchał – zauważał Artur. – Dwa lata temu szliśmy w intencji naszego małżeństwa i rodziny, z prośbą o opiekę, żeby wszystkie problemy małżeńskie nie tyle nas omijały, ale byśmy potrafili je z miłością rozwiązywać. Dziś wiemy, że z Maryją i św. Józefem damy radę. Tak było. Wszystkie przeszkody pokonaliśmy i pokonujemy każdego dnia – wyznaje Martyna. – Zniknął lęk, pojawił się w nas pokój. Zawdzięczmy to również księżom, których spotkaliśmy – dodał Artur.
Pielgrzymkę zakończyła Msza św. w Sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. – Nasz cel był jeden, spotkanie z Matką Najświętszą w Gietrzwałdzie, miejscu, gdzie przed 149 laty Maryja objawiła się i pozostawiła nam orędzie, wzywając do gorliwego odmawiania Różańca, do nawrócenia, pokuty i trzeźwości. Przybyliśmy już po raz piąty, aby pozostawić tu nasze intencje, sprawy dnia codziennego, relacje z innymi. Maryja prowadzi nas do swojego Syna Jezusa Chrystusa. Wraz z Nią chcemy nieść pokój w naszych sercach, rodzinach, wspólnotach, w naszej ojczyźnie i na świecie – mówił na wstępie liturgii ks. Michał Piotrowski.
W wygłoszonej homilii nawiązywał do tegorocznego hasła pielgrzymki: „Z Maryją nieśmy pokój”. – Kiedy słyszymy słowo pokój, to myślimy o tych miejscach, gdzie są wojny. Bardzo często, kiedy mówimy o pokoju, to już myślimy o politykach, o tym, co dzieje się na świecie. Ale największy brak pokoju nie jest dzisiaj w granicach państw, bo największy brak pokoju jest w moim i twoim sercu, w ludzkim sercu. Ilu ludzi, może nawet naszych znajomych i bliskich, nie może zasnąć, jeśli nie weźmie tabletki nasennej, jeżeli nie łyknie sobie czegoś, by lepiej spało. Ilu z nas żyje w lęku, w strachu, w obawie, ma w sobie gniew do kogoś bliskiego i nie umie przebaczyć. Z zewnątrz się uśmiecha, a w środku totalna pustynia, wszystko rozwalone – mówił ks. Michał.
Podkreślał, że świat obiecuje pokój na wiele sposobów. Włączamy internet, włączamy telewizję i słyszymy: kup, załatw, wyjedź, bądź witalny i się uśmiechaj, zadbaj o siebie i realizuj marzenia. – A my mamy coraz mniej pokoju w swoich sercach. Bo pokój nie rodzi się z dobrego i wygodnego życia. Pokój rodzi się w sercu z miłości. Kiedy jest w tobie Bóg, wszystko jest uporządkowane. Nie będzie pokoju w twojej rodzinie, jeżeli najpierw nie będzie Bożego pokoju w twoim sercu. Nie będzie pokoju w narodzie, jeżeli każdy będzie żył tylko i wyłącznie dla siebie – akcentował prezbiter.
Odwoływał się do orędzia Matki Bożej z gietrzwałdzkich objawień. Maryja pytana o zniewolenie ówczesnej Polski, o prześladowania, których doświadczali mieszkańcy Warmii, nie dała recepty politycznej, nie obiecywała łatwego życia. Ona w orędziu wzywała do gorliwej modlitwy, do nawrócenia i godnego życia. – Jeśli chcesz zmienić świat, to najpierw zmień siebie. Nie zmienisz świata, jeśli najpierw nie pozwolisz Panu Bogu, żeby dotknął serca i je przemienił. Właśnie taką atmosferę spotkania z Ojcem daje pielgrzymka, trud, łzy i pot. Ta droga była po to, żeby stanąć w prawdzie o sobie przed Panem Bogiem, stanąć w prawdzie przed samym sobą. Może od lat żyjesz w codzienności po swojemu, tylko od czasu do czasu przypominasz sobie o Panu Bogu. Bo palemkę trzeba mieć i koszyczek poświęcić, bez tego nie będziesz zbawiony – mówił ks. Piotrowski.
Zauważał, iż za kilka godzin wszyscy wrócą do domów, do codziennych obowiązków i zmartwień, tych samych relacji. – Może przyszedłeś z modlitwą, żeby cię Bóg uzdrowił, a choroba nie ustanie. Może w twoim małżeństwie, w twojej rodzinie jest kryzys, są problemy, a one nie ustaną. A może nadal będzie cię bolało to samo, co bolało dwa dni temu. Chciałbym, żeby jedna rzecz była inna, abyśmy po tej pielgrzymce wrócili z większym zaufaniem do Pana Boga, abyśmy wrócili do domów i codzienności z większym pokojem w sercu, abyśmy wrócili z Gietrzwałdu z przekonaniem, że w tym wszystkim nie jestem sam. Maryja powiedziała tu: „Nie smućcie się, ja zawsze będę z wami”. Nam nie potrzeba od razu rozwiązania wszystkich problemów. Potrzebujemy świadomości, że jest ktoś, kto ze mną idzie dalej. Z tą pewnością wracajmy do domu, że Bóg zawsze jest przy mnie, jest przy mnie też Maryja, która wskazuje na Syna – prosił ks. Michał.
Po Mszy św. był jeszcze czas na wspólny posiłek i ostatnie rozmowy. – Wybrałam się na pielgrzymkę za namową przyjaciółki Karoliny. Pomyślałam, że to doskonała okazja do bliższego spotkania z Bogiem, spędzenia czasu z samą sobą i podziękowania za dobrze zdaną maturę – przybliżała Nikola Jeziorek. – Droga nie była łatwa, ale miałam świadomość, gdzie idę i jaki jest cel mojego wysiłku. To mnie umacniało. Kiedy już dotarliśmy do Gietrzwałdu i uklękłam przed wizerunkiem Matki Bożej, poczuła pokój w sercu, a łezka popłynęła mi ze wzruszenia – nie kryła Nikola.
– Też jestem po maturze i pomyślałam, że to dobry moment, by podziękować Bogu za cztery lata nauki w liceum, za egzaminy dojrzałości, podczas których bardzo czułam Jego obecność – mówiła Alicja Wiśniewska. – Cieszę się, że poszłam, bo był to czas przemyśleń, spojrzenia na dotychczasowe życie. Dostrzegłam, że prawdziwy pokój człowieka wypływa z jego wolności, a mając w sobie lęk i strach, jesteśmy nim przytłoczeni, wręcz zniewoleni nim. Trzeba przezwyciężać lęk, ale też modlić się za samego siebie. Często modlimy się za innych, w ich sprawach, zapominając o sobie. Na pielgrzymce uświadomiłam sobie, że warto poświęcić czas sobie, swojej relacji z Bogiem, modlitwie za samego siebie – wyznała Alicja.
Pielgrzymkę poprowadził ks. Michał Piotrowski wraz z ks. Mateuszem Spakowskim i ks. Bartoszem Budnym.
Krzystzof Kozłowski/Instytut Gość Media